Rozdział 47 „Tajemnice”

Malfoy czytał Proroka Codziennego, gdy do drzwi rozległo się pukanie. Szczerze mówiąc nie miał pojęcia, kto chciał go odwiedzić, chociaż liczył na Gryfonkę. Miał lekki mętlik w głowie. Chciał jej powiedzieć o swoich uczuciach, miał dość tych podchodów. Niestety sprawa z Violet – tą prawdziwą Violet, strasznie nie dawała mu spokoju. Nie wierzył, że zrobił coś tak głupiego i to akurat z nią. Głupi impuls, zwykłe rozładowanie emocji, a teraz czuł, jak wisi na włosku. Musiał o tym powiedzieć Hermionie, ale nie wiedział jak i bał się, że Violet go uprzedzi w perfidny sposób. Przygryzł wewnętrzną część policzka i podniósł się od stołu. Podszedł do drzwi i szeroko otworzył.
Chwilę później w jego ramionach była Pansy. Zaskoczony odepchnął ją, widząc jak się do niego klei.
- Pansy? Czegoś chcesz? Coś się stało?
Dziewczyna zaczęła się dziwnie wyginać, machać pupą i podnosić energiczne klatkę piersiową do góry. Blondyn zlustrował jej zachowanie i uniósł brew z dezorientacji.
- Jaa? – zapytał piskliwy, nieco niepasujący głos do dziewczyny. – Musimy porozmawiać Dracusiu!
Matko, ależ to trudne. Ale chyba tak właśnie się zachowuje Pansy. Malfoy nie zauważy różnicy i zaraz mi wszystko wyśpiewa.
Ślizgon w milczeniu zamknął za nią drzwi i ruchem ręki wskazał fotel przy biurku. W ciszy usiedli. Draco przyglądał się drgawkom brązowowłosej i dziwnym tikom.
- Jesteś chora? – zapytał nagle.
- Jaa? Dracuś, przecież to ja, Pansy! Musisz mi…
- Zachowujesz się, jakbyś miała parkinsona.
Ślizgonka zaczerwieniła się i uspokoiła ruchy na krześle.
Może trochę przesadzam. Może jednak jest normalniejsza.
- Chcę z tobą porozmawiać o Hermionie – powiedziała nieco spokojniej.
Blondyn uniósł brew i rozsiadł się wygodnie na fotelu. Podparł brodę o pięść i założył nogę na nogę.
- Słucham.
- Co ty z nią knujesz? Pewnie chcesz zrobić jej coś strasznego, prawda? Jaki masz plan? Może ci pomogę? – zachichotała i wygięła się w dziwny sposób.
Teraz mi wszystko wyśpiewasz. Nie pozwolę ci skrzywdzić Hermiony.
Malfoy podrapał się po głowie i parsknął śmiechem.
- Ty jesteś naprawdę chora. Dam ci jakieś leki, czekaj – powiedział i podszedł do szafki.
Stojąc do niej tyłem, widziała jak nalewa jej jakiejś wody do szklanki i wyjmuje tabletkę. Po chwili postawił przed nią naczynie i położył kapsułkę.
- Napij się, dobrze ci zrobi – mruknął.
- Nie, dziękuję – uśmiechnęła się nerwowo.
- Powiedziałem pij – powtórzył nieco bardziej stanowczo, aż dziewczyna podskoczyła.
Skinęła głową i wzięła łyka wody, imitując, że zażywa granulkę. W rzeczywistości schowała ją do rękawa.
Kto wie, co to była za tabletka. Może chciał mnie zabić.
Ślizgon przejechał palcami po wardze i usiadł naprzeciwko w fotelu.
- Jak się nazywasz? – zapytał spokojnie.
- Harry James Potter – odparł Harry, już swoim głosem.
Szlag! Szlag! Szlag! Co on mi podał?! Chyba nie… Veritaserum…
- Potter. Jak miło – uśmiechnął się kpiarsko.
- Malfoy… – warknął w odpowiedzi i zacisnął palce na meblu.
- Co cię do mnie sprowadza? Chcesz pogadać o Granger, ta? Jakie knuję… „plany”, jak to nazwałeś? – wyszczerzył się blondyn.
Gryfon przygryzł wargę i zmarszczył brwi. Tyle się wysilił, a on od razu go podpuścił. Poczuł się jak idiota.
- Tak w ogóle, to tabletka naprawdę była na ból głowy. Ale myślę, że już ci się nie przyda. To co chcesz wiedzieć?
Harry spuścił wzrok. Nie potrafił uwierzyć w tą „przemianę” Malfoya.
- Co zrobiłeś z Hermioną? Co ona w tobie widzi…? – mruknął pod nosem.
Ślizgon wzruszył ramionami.
- Nie mam pojęcia. Może po prostu… – uśmiechnął się sam do siebie – dojrzeliśmy do tego?
Gryfon prychnął.
- Nie chce mi się w to wierzyć.
Draco wziął głęboki wdech i spojrzał w oczy brązowowłosego.
- Mi serio na niej zależy, Potter. Nie muszę ci tego udowadniać, ale tak jest.
- Nawet jeśli mówisz prawdę, to boję się, że ją zranisz.
- Pozwól, że sama wybierze, co dla niej dobre. A jak będzie, tego nie wiemy.
- Ta – mruknął niechętnie Harry.
- Nie mówię, że stałem się księciem z bajki, Potter.
- Jesteś śmierciożercą, Malfoy.
Ślizgon przełknął ślinę na te słowa.
- Byłym śmierciożercą.
- Twoje ciało zawsze będzie należeć do niego.
- Może ciało, ale nie dusza.
Harry zmierzył go wzrokiem. Siedzieli w milczeniu kilka minut, aż odezwał się blondyn.
- Możesz już wyjść. Nie chce mi się dłużej na ciebie patrzeć.
Gryfon skrzywił się i podniósł z krzesła. W ciszy skierował się do drzwi.
- Tak w ogóle, to nieźle kręcisz pupcią, Potter! – zawołał Draco, gdy klamka się zamykała.

***

Hermiona siedziała w bibliotece, przygotowując materiał na najbliższe zajęcia z pierwszakami. Przeglądała najróżniejsze książki i spisywała ciekawostki. Kończyła właśnie szósty zwój pergaminu, gdy kątem oka zauważyła postać wchodzącą do pomieszczenia. Był to niski, krótko obstrzyżony chłopak z Durmstangu. Była pewna, że widziała go na balu, a może nawet Rufus o nim wspominał. Szedł rozglądając się na boki, jakby chciał sprawdzić, czy nikt się za nim nie ogląda. Gryfonka nieco zasłaniając się większą z ksiąg, próbowała prześledzić, gdzie idzie, ale w miarę dyskretnie. Mężczyzna podszedł do bibliotekarki i podał świstek, na co ta zmarszczyła nos i kiwnęła głową. Irma Prince zdecydowanie nie była zadowolona z tego, co zobaczyła, co jeszcze bardziej zaciekawiło Hermionę. Bo co mógł robić w bibliotece o tak późnej godzinie jeden z uczniów Durmstrangu? Bibliotekarka podała mu parę kluczy i chłodno pożegnała. Po chwili chłopak zniknął za drzwiami.
- Witaj piękna – usłyszała nagle za sobą.
Odwróciła się energicznie i dostrzegła znajomego blondyna, którego nieraz spotykała w bibliotece.
- Hej Marcus – odpowiedziała serdecznie. – Nie za późno na wizyty w bibliotece?
- To samo mógłbym ci powiedzieć – mrugnął i dosiadł się. – Jak się czujesz?
- Dużo lepiej. Dziękuję ci za pomoc.
Blondyn wyszczerzył zęby i nieco ściszył ton.
- Widziałaś Lowa?
- Kogo? – uniosła brwi.
- Low, taki niski, chyba tu wchodził. Miałem do niego sprawę.
- A, tak… – zamyśliła się. – Rozmawiał z panią Prince, naszą bibliotekarką.
Chłopak zmarszczył czoło.
- O czym gadali?
Hermiona wzruszyła ramionami.
- Nie wiem, podał jej kartkę i dostał klucze. Nie wyglądała na zadowoloną.
- Może umówili się do sekretnego pokoju na małe co nieco? – usłyszeli za sobą rechoczący śmiech.
Odwrócili się i zobaczyli czarnowłosego, nażelowanego, wysokiego i dobrze zbudowanego mężczyznę z dennym poczuciem humoru, który wmawiał sobie, że jest ósmym cudem świata.
- Cześć Ben – westchnął Marcus.
- Czytacie książki? Nuuuuda – machnął ręką.
- A ty po co tu przyszedłeś? – zapytała Gryfonka. – Jeśli nie do książek, to zaczynam się martwić, że i tobie spodobała się bibliotekarka.
Blondyn zachichotał, a Ben tylko skrzyżował gniewnie ręce w geście obrażenia.
- Nie gustuję w siwiejących i kościstych kobietach… – powiedział, po czym oparł się o stół. – Takiej bym nie dotknął, nawet gdyby mnie zmusili! – krzyknął z szyderczym uśmiechem.
- Dobrze wiedzieć – usłyszał lodowaty ton i poczuł równie zimną dłoń na swoim ramieniu. – Natychmiast proszę wyjść.
Irma założyła ręce na biodra i zmierzyła całą trójkę przed nią. Wszyscy w milczeniu przypatrywali się jej oschłemu spojrzeniu.
- Natychmiast – powtórzyła.
Hermiona spakowała parę książek i pergaminy do torby, po czym pośpiesznie z Marcusem schowali na regały to, co zostało. Ben na paluszkach oddalił się w stronę drzwi, a pani Prince niczym kamień stała tak, jak wcześniej. Po chwili w bibliotece nie było już nikogo.
- Matko, ale ona sztywna – sapnął Ben, gdy byli już na korytarzu.
- No, stała dość sztywno jak nas wyprosiła – dodał blondyn.
- Ciekawe jak wy byście się czuli, gdybyście usłyszeli coś takiego na swój temat – wymądrzyła się Hermiona.
- Hola, hola – Ben pomachał jej palcem przed nosem. – Teraz ją bronisz, a sama się z niej śmiałaś.
- Ja? Ja się nigdy nie śmiałam z żadnego pracownika tej szkoły.
Chłopcy przewrócili oczami.
- Tak, złotko. Wmawiaj nam.
Szli przez chwilę, aż trafili na gabinet Hermiony. Przed drzwiami ujrzeli znajomą twarz. Harry uniósł brwi na widok mężczyzn, oboje byli wyżsi i nieco lepiej zbudowani. No i nie byli z Hogwartu. Blondyna doskonale kojarzył, zwłaszcza z pamiętnej „wizyty”, gdy się na niego rzucił i przygwoździł do ściany.
- Hermiona…? – zapytał niepewnie. – Czyżbyś miała własnych bodygardów?
Dziewczyna lekko się zawstydziła i założyła kosmyk za ucho.
- Tak, to my – wypiął pierś Ben. – Chronimy naszą niewiastę przed łobuzami. Niebezpieczeństwo może czyhać wszędzie, nawet przed drzwiami.
- Za drzwiami – poprawił Marcus. – Cześć, Potter – uśmiechnął się kpiarsko. – Znów coś knujesz?
Gryfon zmarszczył czoło na te słowa. Wiedział, jak go odbiera, ale to było nieporozumienie. A ten musiał mu dopiec jeszcze przy Hermionie.
- Dobra, panowie – odezwała się dziewczyna. – Dziękuję za te przedstawienie, ale do pokoju trafię sama – uśmiechnęła się i pomachała im ręką. – Harry, wejdziesz? – zwróciła się w stronę przyjaciela.
Marcus i Ben niechętnie zostawili ją i wrócili w stronę statku. Tymczasem Gryfoni weszli do gabinetu i zamknęli za sobą drzwi. Hermiona podeszła do stolika i wyciągnęła dwa kieliszki, po czym nalała do niego trunku. Następnie podała naczynie chłopakowi i sama wzięła łyk.
- Alkohol…? Czy ty się zamieniasz w Malfoya? – zapytał ze zdziwieniem.
- Ja? – zaśmiała się. – Nigdy w życiu. Po prostu umilam naszą rozmowę.
- Mhm… – podrapał się po głowie. – Słuchaj, chciałem cię przeprosić. Wiem, że mówię to kolejny raz, ale… naprawdę mi głupio, że to wszystko tak wyszło.
Dziewczyna usiadła w swoim fotelu i skinęła głową, by ten uczynił to samo. Po chwili kontynuował.
- Ja poczułem coś do ciebie, wiem, może nie powinienem tego wszystkiego robić, w końcu Ron…
- Ron? – Gryfonka uniosła brwi. – Co ma do tego Ron?
- Wiem, że go kochałaś, pewnie po jego odejściu miałaś mętlik i stąd te nagłe fantazje o Malfoyu…
Gryfonka prawie się opluła i momentalnie odstawiła kieliszek. Po chwili się zaśmiała.
- Że… co?
- Nie powinienem mu tego robić, ty też nie.
- Robić czego? Nie miałam prawa się zakochać?
- Przecież ty taka nie jesteś… Widzisz, jak Malfoy cię zmienił? Stałaś się złośliwa, nie wiesz co robisz. Zachowujesz się jak on.
Hermiona zmarszczyła brwi i zacisnęła pięści.
- Przyszedłeś mnie tu przepraszać czy obrażać?
- Uświadomić. No i przeprosić.
- Ty dalej tego nie zaakceptowałeś. Moich wyborów.
- Przecież on jest taki sam, nie zmienił się. To śmierciożerca…
Dziewczyna wstała i podeszła do klamki.
- Wróć, kiedy mnie zrozumiesz – odparła zimno i otworzyła drzwi.

***

Zabini leżał w łóżku i jęczał pod nosem. Czuł się dobrze, chociaż wciąż miał opaskę na oczach i nie mógł ich otwierać. Był tu ledwie kilka dni, a czekał go jeszcze cały tydzień męczarni (choć i tak skrócono jego pobyt). Mało tego, ostatnie zadanie turnieju miało się odbyć za 3 tygodnie, więc czasu na przygotowanie miał mniej niż inni. Czuł się źle, bo to on za każdym razem trafiał do szpitala. Najpierw z macką, teraz oślepł. Wolał nie myśleć co przydarzy mu się następnym razem. I po co on się w ogóle do tego zgłaszał? Głupia chęć zaimponowania. Komu tak naprawdę? Kto wtedy go zachęcał do tego…? Najprawdopodobniej Ramona, skoro Violet powiedziała, że nigdy nie flirtowała… A może kłamała? To wszystko było zbyt skomplikowane.
Usłyszał kroki, specyficzny, nieco przyspieszony chód, ciche stukanie. Po chwili czyjaś osoba stała nad nim.
- Blaise… – szepnął głos.
- Hej… miło cię słyszeć – odpowiedział, a kąciki ust uniosły mu się do góry.
Nagle jego dłoń została chwycona przez drobniejszą. Po chwili poczuł, jak czyjaś głowa przysuwa mu się do torsu i mocno się do niego wtula. Delikatnie zaczął głaskać jej włosy i powoli oddychać.
- Lubię, gdy przychodzisz. Prawie nikt mnie nie odwiedza. Czasem Hermiona, rzadziej Draco. Nawet… – urwał myśl.
- Nawet co? – zapytała.
Ślizgon przygryzł wargę.
- Nic, nic… – mruknął i ewidentnie posmutniał.
- Możesz mi powiedzieć.
Chłopak westchnął.
- Chciałbym, żeby przyszła tu Ramona… Ale ona pewnie nawet nie chce ze mną gadać, bo zrobiłem z niej przy wszystkich pośmiewisko. Zachowałem się jak kretyn… A ona się popłakała.
Dziewczyna zmarszczyła czoło i poczuła się paskudnie. On naprawdę się o nią troszczył, chociaż to ona zachowała się podle, okłamując go cały czas. A on nic sobie z tego nie robił.
- Nie myśl tak, Blaise… Nie zrobiłeś nic złego… Ona na pewno się na ciebie nie gniewa… – szepnęła.
- To czemu tu nie przyszła? Dlaczego nie chce mnie widzieć? Dlaczego… – powiedział niemal niesłyszalnie.
Dostrzegła, jak po policzku ścieka mu łza i przeszedł ją dreszcz. Jej serce biło jak oszalałe, słuchając co mówi i jak reaguje.
Jestem tutaj. Przychodzę do ciebie codziennie. Blaise, wybacz mi te kłamstwa.
Nagle zerwała się i pocałowała go w mokry policzek.
- Muszę już iść – szepnęła i wybiegła ze skrzydła.

Chwilę później usłyszał, jak do skrzydła ktoś wchodzi. Wytarł twarz i uspokoił oddech.
- Cześć, diable – powiedział Draco, siadając na krześle obok.
- Późna pora na odwiedziny, smoku. Jaki jest powód tego zaszczytnego przybycia? – zakpił.
- Wybacz, że dopiero teraz, ale miałem trochę na głowie. Jak się czujesz?
Przyjaciel wzruszył ramionami.
- W porządku. Chciałbym już zdjąć tą przeklętą opaskę i stąd wyjść.
- No, nie zazdroszczę ci. Ale podobno wypuszczają cię wcześniej?
- Ta.. za tydzień. Caaaaały tydzień jeszcze przede mną… – jęknął.
Blondyn szturchnął go w ramię.
- Nie marudź. Mam nadzieję, że pani Pomfrey dotrzymuje ci towarzystwa?
Ślizgon prychnął.
- Bardzo śmieszne.
- Ale kartki od wielbicielek dostajesz, jak widzę – Draco się uśmiechnął i wziął do ręki świstek ze stołu.
- Dostaję kartki? To fajnie, że je przeczytam!
Malfoy parsknął śmiechem i podwyższył ton głosu.
- Drogi Sabini… – Tu powrócił do swojego głosu – Tak, ona naprawdę nie wie jak to napisać – i znów mówił wyższym tonem. – Nie ma cię jusz tyle dni i nie wiem co ci, mam nadzieję, że nie umierasz, bo moje serce umiera z tęsknoty, a pani Pomfri nie pozwoliła mi cię odwiedzać, bo mówi, że sala jest jakoś psikana, a ja niby…
- Dobra, wiem kto to napisał – przerwał Blaise. – Taka jedna z czwartej klasy. Strasznie śmierdzi.
Draco wyszczerzył zęby i wziął kolejny list, imitując kobiecy głos.
- Blaise, ty wrócisz prawda? Patrzę na ciebie co posiłek, mam zielony mundurek, długie włosy, mam taką spinkę czarną, mam też taki wisiorek w serce. Nie wiem czy wiesz, ale kupiłam sobie też nowy lakier, kolor lazurowy, pomalowałam sobie nim paznokcie wczoraj. Mogłeś nie widzieć, bo podobno nie widzisz, ale jak coś to mam zdjęcie, to ci obok zamieszczam, spójrz. Jutro mam eliksiry, zrobiłam pracę domową na…
- Hanna.
- Hanna?
- Ta, taka jedna. Ciągle gada o sobie i jakiś bzdurach. Nie mam siły na więcej listów – westchnął Zabini.
- Ale spójrz chociaż na jej paznokcie, jakie kolory! – zaśmiał się Malfoy i zaczął machać zdjęciem przed twarzą kumpla.
- Nie widzę.
- No spójrz!
- Bardzo śmieszne.

W tym momencie do skrzydła wparowały trzy osoby. Ich widok kompletnie zaskoczył blondyna, który ze skupieniem przyglądał się całej sytuacji.
Pielęgniarka przygotowała posłanie, na którym położono chłopaka. Obok niego stał Holger.
- Gorączka, biedulek, zaraz dam mu eliksir pieprzowy… – smęciła pod nosem Poppy.
- Plus dwie porcje eliksiru uspokajającego, teraz i z rana, jak się obudzi.
- Tak, tak… Dobrze, że byłeś na miejscu, Normanie.
- Nie ma sprawy. Ja już wracam do siebie, zajrzę tu w wolnej chwili.
- Dobranoc, jeszcze raz dziękuję…
Po chwili mężczyzna wyszedł, a Pomfrey zaczęła karmić ledwo przytomnego chłopca w łóżku. Mruczał coś pod nosem, ale nie była w stanie zrozumieć co mówi.
- Śpij, już, rano będzie ci lepiej, kochaniutki.
Nagle zwróciła się w stronę Ślizgonów i dopiero wtedy ujrzała blondyna siedzącego przy łóżku.
- Panie Malfoy, późna pora na odwiedziny. Proszę przyjść jutro.
Skinął głową i podniósł się z krzesła.
- Draco, kto tam leży…?
- Neville Longbottom.

_________
Doczekaliście się. Kilka miesięcy minęły, ale pamiętałam o opowiadaniu. Nie umiałam do niego usiąść, miałam w głowie dziury, aż w końcu poskładałam to w całość i tyle napisałam. Mam nadzieję, że wam się spodoba. Mam nadzieję, że będziecie tu jeszcze wpadać. Powoli zbliżamy się do końca, co mnie cieszy. Napiszcie, jeśli przeczytaliście rozdział. Buziaki!
Alice

3 thoughts on “Rozdział 47 „Tajemnice”

  1. Ajjjjj, zawiodłam sie, ze nie ma nic więcej po tym rozdziale. Tak czy owak, czekam na kolejne przygody! Pozdrawiam:)

  2. Ayyyy, rozdział jak zwykle świetny, szkoda tylko, że od dłuższego czasu nie ma następnego rozdziału :( Cóż, liczę na dalszy rozwój wydarzeń i życzę owocnej weny!♡

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>